Recenzja filmu – „Epicentrum”

5
(1)

W poszukiwaniu nowości, które mają do zaoferowania obecnie wszystkie multipleksy w Polsce (i na świecie także) moją uwagę przykuł thriller „Epicentrum.” Światowa premiera miała miejsce 7 sierpnia tego roku, w Polsce premiera odbyła się dzień później, zatem jest to świeży film. Kilka słów o fabule – pewnego dnia spokojne, amerykańskie miasteczko musi zmierzyć się z niszczycielska siłą natury i zostaje niemal zrównane z ziemią przez serię tornad. Historia przedstawiona jest niejako z trzech punktów widzenia – łowców tornad, którzy badają jak daleko mogą się posunąć w celu zdobycia ujęcia swojego życia, grupy licealistów-amatorów zafascynowanych żywiołem oraz zycia mieszkańców miasteczka, którzy jednoczą swoje siły w celu przetrwania katastrofy, jaka na nich spadła. Każda z tych grup ma inne cele, inne odczucia, poddana jest innym emocjom, zatem różnice w punktach widzenia są nietrudne do zauważenia.

Po specyfice filmu można oczekiwać niezwykłych efektów specjalnych, ciekawego, wciągającego scenariusza, zwrotów akcji oraz doskonale zagranych ról, tymczasem film pozostawia co najmniej lekki niedosyt…

Efekty specjalne owszem, są, jednak nie robią większego wrażenia. Scenariusz jest bardzo schematyczny, momentami wręcz przewidywalny i nudny, zwrotów akcji jest niewiele, a jeśli już się pojawiają, to nie łapią za serce, a gra aktorska… Trudno mi powiedzieć, żeby było więcej niż poprawna.

Choć Epicentrum nie jest moim zdanie kinową katastrofą, to jednak podsumowując nie ma do zaoferowania niczego specjalnego, niczego, co mogłoby wciągnąć, przykuć uwagę, chwycić za serce. Całokształt jest nadzwyczaj niezwyczajny, przeciętny i nachalnie wręcz przewidywalny.

Jak oceniasz nasz artykuł?

5 / 5. 1

Dodaj komentarz